środa, 16 marca 2011

Męskocentryczność nie jest taka dobra.


  Kiedy spacerowali we dwoje ulicą Floriańską czuła się tak, jak gdyby kroczyła po najdłuższym wybiegu świata a oczy wszystkich zgromadzonych skierowane były właśnie na nią. Ta chwila wydawała się być idealna, mimo tego, że nie znosiła Krakowa latem. Turyści piętrzyli się niczym wieżowce w Nowym Jorku a ona chciała być z nim sama. Tylko Ona i On… Była tak pogrążona w marzeniach, że nie zwróciła najmniejszej uwagi na to, że Aaron się zatrzymał.
  Z zadumy wyrwało ją okropne uczucie gorąca, czuła jak króciutka, biała sukienka Marni oplata jej ciało coraz mocnej jakby chciała ją udusić a japonki Zara wydawały się cięższe niż kiedykolwiek.
  Nie lubiła ubrań z sieciowych sklepów, ale rodzice zdecydowanie bardziej nie lubili  weekendowych wypadów ich córeczki do Paryża, czy Rzymu na zakupy.
  Stali obok frontowych drzwi butiku Swarowskiego, jej obie dłonie oplecione były mocnymi dłońmi Aarona, jego nieziemsko błękitne oczy wpatrzone były jednak nie w nią, ale w jej odbicie w witrynie sklepowej. W chwili gdy na nią spojrzał uniosła się na palcach aby go pocałować kiedy nagle usłyszała słowa, które przeszyły ją na wskroś…
   - To, to… koniec. Jest ktoś inny. – rzucił obojętnie i ruszył w stronę Rynku.
  Nagle ulica Floriańska wydała się Kirze długa i zaludniona jak nigdy przedtem. Mimo tego, że temperatura w cieniu przekraczała 40 stopni Celsjusza ona trzęsła się z zimna.
  A może ze zdenerwowania?
  Wydawało się jej, że cały świat runął.
  Ale czy nie tak właśnie było?
  Zastanawiała się czy to co usłyszała było prawdą. Może to tylko zły sen? Nie zdążyła przecież nawet nic odpowiedzieć a skoro nie odpowiedziała, to czy ta sytuacja w ogóle miała miejsce? Z zadumy wyrwał ją hejnał. Kiedy podniosła swoje przeszklone, zielone oczy w kierunku Kościoła Mariackiego zobaczyła zarys oddalającego się Aarona. Wszędzie poznałaby tego wysokiego, nieskazitelnie ubranego, wszechstronnego tancerza  o idealnej cerze i włosach Alex’a Pettyfer’a.
  A więc to jednak była prawda…? Do oczu napłynęły jej łzy i tym razem nie była w stanie ich powstrzymać. Gorący, czarny strumień popłynął jej wzdłuż obu policzków, idealnie wytuszowane rzęsy opadły, perfekcyjnie ułożone blond fale rozwiał wiatr, pozostała jedynie różowa szminka Chanel…
  Ta filigranowa baletnica pierwszy raz w życiu wyglądała jak wrak człowieka, nie dbała jednak o to. Jej życie właśnie dobiegło końca.

1 komentarz:

  1. nie wiem kim jesteś. ale masz talent.:)
    pisz dalej proszę, bo już się nie mogę doczekać dalszego ciągu.:)

    OdpowiedzUsuń