Aaron rozkładał kartkę z entuzjazmem dziecka, które właśnie otrzymało długo oczekiwany prezent wyciągnięty wprost spod choinki w święto Bożego Narodzenia. Jednak kiedy skończył nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie tak… - co do cholery? W co ona ze mną pogrywa? – pomyślał. Przed jego oczami widniała czysta, biała, pognieciona kartka A4.
Czy nie pomyślał, że każdy medal ma dwie strony?
Wściekły zmiażdżył kartkę, rzucił ją na ziemię i pobiegł na spotkanie z Rainerem. Nie zauważył nawet, że łzy ciekną mu po obu policzkach. Przecież on nigdy nie płakał. On, chłopak o którym marzy każda dziewczyna o zdrowych zmysłach. On, chłopak, który dostaje od losu wszystko o co poprosi. Wreszcie On, chłopak, który po raz pierwszy w życiu poczuł coś tak głębokiego, że trudno było mu to opisać. Nagle poczuł się tak samotny jak nigdy przedtem.
Kiedy przechodził obok Kościoła Mariackiego podeszły do niego dwie cudzoziemki, żeby (rzekomo) zapytać o drogę, ten jednak przeszedł obok nich obojętnie i pognał ile sił w nogach do swojego ulubionego pubu.
A potem dziwimy się, że obcokrajowcy uznają nas za snobów.
Rainer już na Niego czekał. Siedział przy barze sącząc piwo i rzucając zalotne spojrzenia barmance. Aaron podszedł do baru, rzucił na blat 20 złotych i poprosił o osiemnastoletniego Jonnego Walkera.
Życie naprawdę potrafi dać w kość.
Rainer patrzył na niego wyczekująco. Aaron wypił drinka jednym duszkiem i zaczął mówić.
- Stary. Moje życie nie ma najmniejszego sensu. – rzucił smutno.
- Co Ty gadasz? Spotykasz się z najlepszą partią w Krakowie, jesteś świetnym tancerzem a do tego każda laska w okolicy rzuciłaby Ci się do stóp – wycedził Rainer i uśmiechnął się ostrożnie.
- Boże, jak Ty nic nie rozumiesz…
- To mi wytłumacz! – krzyknął Rainer wystarczająco głośno aby każdy w promieniu 10 metrów zainteresował się ich rozmową.
- Nie jestem już z Kirą, nie rozumiesz?! Zerwałem z nią bo kocham inną, poznałem ją w samolocie z Tokio… Ta dziewczyna to istny anioł… - wyszeptał Aaron.
Rainer nic nie odpowiedział, czekał aż słowa same wypłyną z ust Aarona, należał on bowiem do tej grupy osób, które na samą myśl o odpowiadaniu na pytania zamykały swoje uczucia na cztery spusty.
- Tak. Przez te kilkanaście godzin, które spędziliśmy razem w samolocie zmieniła moje podejście do życia o 180 stopni, ale przecież to i tak nie ma już znaczenia…
- Przykro mi to mówić, ale rzeczywiście nie ma to sensu, przecież Ty nic o niej nie wiesz… - przytaknął porozumiewawczo Rainer.
- Nic o niej nie wiem? Wiem więcej niż Ci się wydaje! Przede wszystkim wiem to, że mieszka w Nowym Jorku… - uciął, a Rainer wdarł mu się w pół słowa.
- W Nowym Jorku?! Człowieku, ta sprawa skończyła się szybciej niż myślałem! Otrząśnij się, przecież nigdy więcej jej nie zobaczysz! – wrzasnął.
- Zobaczę. A właściwie zobaczyłem. Dzisiaj. Przed chwilą… - wyszeptał smutno Aaron. Czuł jak gorące łzy same cisną mu się do oczu.
- Zobaczyłeś ją tutaj i nic nie zrobiłeś?! To zupełnie nie w Twoim stylu. Stary, co z Tobą?! – niecierpliwił się Rainer.
- Była z kimś innym. Nie chcę mnie. Najwyraźniej źle zinterpretowałem jej znaki…
- To umów się z Nią! Zadzwoń, napisz, wyślij list...Pomogę Ci ją znaleźć! W końcu od czego są kumple!? – przyjaciel szczerze uśmiechnął się do Aarona.
- Nie. Jestem pewien, że ona nie chce mnie widzieć…
Aaron wstał i szybkim krokiem ruszył w stronę wyjścia.
Jednak nie każda historia ma bajkowe zakończenie.
Ale czy na pewno?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz