poniedziałek, 21 marca 2011

Chcę tylko tego wszystkiego.

  Kira stała przed butikiem Swarowskiego zastanawiając się co tak właściwie się wydarzyło. Przecież Ona i Aaron byli… są dla siebie stworzeni.
  „Jest ktoś inny” – powtarzała.
   Kto?
  Teraz, kiedy całe jej życie wreszcie nabrało odpowiedniego tempa. Dostała się na prestiżowe warsztaty do Royall Ballet School w Wielkiej Brytanii. Wydała niemałą fortunę na najbardziej ekskluzywne kolekcje podczas ostatniego wypadu na Via Condotti do Rzymu. A rodzice w ramach prezentu za ich stałą nieobecność kupili jej wymarzone mieszkanie z widokiem na Wawel. Teraz, kiedy cały świat miała u swych stóp on miał czelność z nią zerwać?! O nie. Nikt nie zrywa z Kirą Struss! Wyjęła szybko iPhona 4 z karmelowej torby Givenchy. Przyjrzała mu się po raz kolejny i uznała, że jest naprawdę mało kobiecy.
   - Muszę porozmawiać z rodzicami na temat zmiany telefonu… – powiedziała sama do siebie. Poczuła, że przygląda jej się każdy napotkany przechodzień. Co u licha? – pomyślała.
  Ona tak serio?
  Odwróciła się w stronę witryny sklepowej i ujrzała swoje odbicie…
  - Aa.! – krzyknęła na cały głos.
  Czy nie uważa, że skupia na sobie i tak zbyt wiele par oczu?
  - Jak ja do cholery wyglądam? To wszystko przez tego zakichanego Aarona. – wymachiwała rękami do swojego odbicia w oknie. Kilka przechodzących obok Japonek popatrzyło w jej stronę. Odwróciła się szybko i spiorunowała je wzrokiem. Wyjęła z torby chusteczki higieniczne i wytarła czarne smugi pod oczami. Podeszła bliżej do ogromnej szyby, bez chwili zastanowienia wysypała na chodnik całą zawartość torebki i poprawiła makijaż. Rozejrzała się dookoła.
  Czy ona naprawdę myślała, że nikt tego nie zauważył?
  Wzięła głęboki oddech i spojrzała na wyświetlacz telefonu.
16 nieodebranych połączeń. Jak długo tu stała? Zastanawiała się w duchu. Może dzwonił Aaron, może wszystko przemyślał i chce przeprosić? Tak. To z całą pewnością On. W ramach przeprosin chce ją zabrać do ich ulubionej restauracji.  Czym prędzej przejrzała listę zignorowanych wcześniej połączeń. Ani jednego połączenia od Niego. Nie zadzwonił ani raz… nie martwił się o nią… Po chwili refleksji Kira oddzwoniła do jednej ze swoich (za pewne umierającej już z zaniepokojenia) przyjaciółki…
   - Lea. Przepraszam, ale coś mnie zatrzymało. Nie przyjdę.
  - Kira? Nic Ci nie jest? - w słuchawce rozbrzmiewał roztrzęsiony głos króciutko ściętej, rudowłosej, brązowookiej modelki. - Nawet nie wiesz jak się martwiłyśmy. To do Ciebie zupełnie nie podobne…
  - Nie, nie. Wszystko w porządku… - odpowiedziała obojętnie.
Może nie licząc złamanego serca, przybrudzonej czarnym tuszem białej sukienki Marni i rozpadającego się na maleńkie kawałeczki świata...
  - Gdzie jesteś? Przyjdziemy po Ciebie. Musimy się zobaczyć! Mam Ci tyle do opowiedzenia! – wykrzyczała Lea brzmiąc na bardziej podekscytowaną niż zamierzała.
  - Ja… nie… ja nie dam rady przyjść. – wyszeptała.
  - Nie wygłupiaj się! Umawiałyśmy się przecież… Mów zaraz gdzie jesteś. Przecież wiesz, że i tak Cię znajdę! – droczyła się Lea.
  - Dobrze, już dobrze, jestem na Floriańskiej. Zaraz będę. Tylko nie prowokuj powstania krakowskiego… - zażartowała Kira zastanawiając się czy jej głos brzmiał dość promiennie aby Lea nie zauważyła, że coś jest nie tak.
  - Siedzimy tam, gdzie zwykle! – rzuciła, a Kira usłyszała w słuchawce sygnał przerwanego połączenia.
  Uśmiechnęła się szeroko (co raczej przypominało grymas) i ruszyła w stronę Rynku. Może jej ukochany wedlowski naleśnik poprawi jej humor…
  A perfekcyjnie zniszczone życie…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz